Nowość Garnier NEO | Antyperspirant w formie suchego kremu

Garnier NEO to pierwszy antyperspirant o formule suchego kremu. Początkowo byłam trochę sceptycznie nastawiona, bo od lat jestem wierna antyperspirantom w formie sprayu i nie przepadam za inną formą. Mimo iż na początku wydawał się być na straconej pozycji to z czasem okazało się  zupełnie inaczej. Z dystansem podeszłam do pierwszego użycia, ale zachwycił mnie już na samym początku i nigdy w życiu nie pomyślałbym, że dezodorant w kremie może okazać się tak skuteczny i praktyczny. Poza tym chyba jeszcze żaden producent nie wpadł na pomysł antyperspirantu o formule suchego kremu i zamknięciu go w tak wygodnym, lekkim i poręcznym opakowaniu, idealnym wprost do damskiej torebki.

Niezwykle poręczna, wygodna, lekka tubka, która zmieści się w każdej torebce. Kolorystyka grafiki prosta, aczkolwiek bardzo przyjemna dla oka. Sam aplikator to bardzo innowacyjne rozwiązanie. Po odkręceniu zakrętki i delikatnym naciśnięciu tubki wydobywa nam się odpowiednia ilości produktu. Dokładnie tyle ile potrzeba. Wygodne i nowatorskie opakowanie, a w środku antyperspirant w formie suchego kremu to dla mnie funkcjonalne rozwiązanie i świetne udogodnienie. Konsystencja jest bardzo przyjemna. Ma postać delikatnego kremu, który bardzo dobrze się rozprowadza. Zaaplikowany w odpowiedniej ilości antyperspirant szybko się wchłania tworząc barierę ochronną jak i zarówno pielęgnacyjną. Kosmetyk ma przyjemny, odświeżający, ale zarazem delikatny zapach, który nie koliduje z zapachem perfum. Utrzymuje się przez jakiś czas, później trochę wietrzeje, ale nadal zapewnia skuteczną ochronę. Jedyny minus jaki odnotowałam to brak możliwości zużycia antyperspirantu do samego końca. Akurat kończę jedno opakowanie i naprawdę ciężko jest z wyciśnięciem ostatnich ilości, pomimo tego, że tubka wykonana jest z miękkiego plastiku.

Antyperspirant Garnier nałożony rano zapewnia mi ochronę do samego wieczora. Gwarantuje mi świeżość i komfort przez cały dzień. Utrzymuje ochronę przed potem zarówno w czasie aktywności fizycznej jak i w stresujących sytuacjach. Muszę też wspomnieć, że nie mam dużych problemów z potliwością, Garnier Neo pod względem ochrony spisuje się u mnie bardzo dobrze. Co prawda nie miałam okazji sprawdzić czy przetestowany przeze mnie produktu wytrzymuje 48h, ale uważam, że takie obietnice producenta należy traktować za przesadzone i z lekkim przymrużeniem oka. Produkt zawiera dużą ilość składników pielęgnacyjnych, a jego wyjątkowa zapewnia ochronę, pielęgnację i regenerację skóry. Nie wysusza i nie podrażnia wrażliwej skóry pod pachami. Jest bardzo łagodny i bezpieczny dla skóry, nawet tuż po samej depilacji. W przeciwieństwie do wielu innych antyperspirantów wchłania się błyskawicznie i już po samej aplikacji śmiało można założyć bluzkę. Podsumowując jest to dobry antyperspirant damski, niekłopotliwy w stosowaniu, dość skuteczny, zapewniający komfort i ochronę i przede wszystkim godny polecenia. Zdecydowanie jestem na TAK!

Tak jak już wspomniałam nigdy nie miałam większych problemów z potliwością i zazwyczaj większość drogeryjnych antyperspirantów wypada u mnie dobrze. Nie wiem jak poradzi sobie on u osób, które borykają się z nadmierną potliwością. Śmiało mogę go jednak polecić osobom mało wymagającym i przede wszystkim lubiącym antyperspiranty w takiej formie. Planuję wypróbować inne wersje tego antyperspirantu mając nadzieję, że ich działanie mnie nie zawiedzie.


Dwa przyjemne smarowidła | Limitowane kremy do rąk Isana

Jeszcze jakiś czas temu nie byłam zwolenniczką kremów do rąk, a wszystkie produkty, które posiadałam starczały mi na bardzo długo. Dziś chciałam Wam jednak opowiedzieć o kremach do rąk, które jako jedyne obudziły we mnie regularność i chyba prawdziwą chęć używania i stosowania. Oba kremy pochodzą z limitowanych edycji, ale mam nadzieję, że wkrótce na stałe zagoszczą w Rossmanie. Biorąc pod uwagę pojemność, wydajność, świetne działanie i cenę jak najbardziej adekwatną do jakości bardzo się cieszę, że zrobiłam sobie mały zapas. To produkty godne polecenia dla osób, które szukają czegoś do codziennej pielęgnacji.


Kremy do rąk umieszczone są w plastikowych buteleczkach z wygodnym dozownikiem w postaci pompki. Na opakowaniu znajdziemy niezbędne informacje o produktach. Dzięki dołączonych pompkach aplikacja kremu jest szybka, bezproblemowa, bardzo przyjemna i przede wszystkim higieniczna. Zastosowanie dozownika w tej formie jest bardzo przemyślanym rozwiązaniem, a ja dzięki temu od jakiegoś czasu mam codzienny nawyk smarowania dłoni. Utwierdziłam się w przekonaniu, że taka forma opakowania znacznie poprawia wygodę używania kosmetyku jak i regularność w stosowaniu. Pompka działa bez zarzutu - lekko i precyzyjnie. Dozuje odpowiednią ilość produktu, a jedno naciśnięcie pozwala na wydobycie wystarczającej ilości. Jak nie trudno zauważyć jest to produkt stacjonarny i raczej nie nadaje się do noszenia w torebce. U mnie stoi na komodzie i dzięki temu zawsze pamiętam żeby posmarować ręce.



Konsystencja zarówno jednego jak i drugiego kremu jest bardzo przyjemna, lekka i właściwie nie dostrzegam żadnej różnicy między nimi. Bardzo przyjemnie się je nakłada i szybko wchłania. Nazwa "lotion" jest jak najbardziej adekwatna. Niewątpliwą ich zaletą jest to, że nie pozostawiają tłustej i lepkiej warstwy. Świetnie się z nimi współpracuje. Działanie obu kosmetyków zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Po ich użyciu skóra jest nawilżona i odżywiona. Wyraźnie zmiękczają i wygładzają naskórek. Moje dłonie nie są zbyt wymagające, jedynie w zimie wymagają większej uwagi, dlatego poziom nawilżenia tych produktów w zupełności mi wystarcza. Podejrzewam jednak, że ich zbyt lekka formuła może nie dać rady sobie z dużym przesuszeniem dłoni. Wydajność jest naprawdę świetna. Używam ich na zmianę nawet kilka razy dziennie, a mam wrażenie, że w ogóle ich nie ubywa. Przy tak ogromnych pojemnościach posłużą mi na dobre kilka miesięcy.